Nabyłam wczoraj drogą kupna szelki oraz smycz dla mojego półrocznego kotka. Nabyłam je z myślą by kotka przyzwyczaić do wychodzenia na zewnątrz, ale żeby nie uciekł i nie daj Boże wpadł pod jakiś samochód.
Już wielkim wyzwaniem było założenie mu zakupionego sprzętu. Po założeniu kotek kolejno był: latawcem, siatką i mopem.
Najpierw usiłował uciec. Smycz mu na to nie pozwalała i wyglądał jakby latał.
Nastepnie można go było nosić na szelkach albowiem nogi nie przebierały a pozostawały proste wisząc w powietrzu. Na koniec kotek po prostu położył się odmawiając współpracy. Wyszorowałm nim całą podłogę w kuchni - nie ma chodzenia na smyczy i już.
Skończyło się tym, że kotek udał się na podwórko na rękach Gosi, postał chwilę na śniegu przeraźliwie drąc gumę i wrócił do domu na tychże samych rękach.
I kto tu kim rządzi, co?
Hahaha
OdpowiedzUsuńNo proszę taki mały kotek,a jaki władczy :D