Wszystko przez to krzesło.
Od ok 10 lat jestem w posiadaniu 6 krzeseł. Każde, naprawdę
każde z nich ma już jakiś feler. Ze wszystkich powypadały poprzeczki. Na tym, w
którym brakuje już wszystkich, strach siedzieć. Nie mówiąc już o wejściu
na krzesło w celu zdjęcia czegoś z wyższej półki.
Mam też krzesło z lat 40 ubiegłego wieku. Krzesło pochodzące
z kuchni śląskiej od kompletu z byfyjem. Ooo, to jest krzesło.
Jakość wykonania zupełnie niedzisiejsza. Solidne, mocne, stabilne. Nie ma
strachu na nie wejść.
Wiem, dziś istotą rzeczy i celem jest sprzedawać jak
najwięcej. Jakość nie ma znaczenia. Chodzi o to żebyś nie miał
rzeczy dożywotnio i jeszcze na następne pokolenie, tylko żeby kupować co kilka
lat.
Ale co z ludźmi? Także tracą na swej wartości. Ostatnio
ciągle się przekonuję na własnej skórze, że bylejakość jest w cenie. Odwalić
robotę i chodu, zrobić na sztukę, popyskować w necie oczywiście najczęściej
anonimowo.
I jakoś jestem tym faktem zawiedziona. Rozczarowana,
że obecnie słowo porządnie odchodzi w zapomnienie. Świat staje się plastikowy,
pachnie tanią, niesolidną chińszczyzną.
A ja lubię wyraz PORZĄDNIE. Żadne pięknie, ekscytująco,
czy jak... porządnie to jest dużo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz